Ostatni dzień 2019 roku…

Dzisiaj ostatni dzień w roku… Z konieczności wykonywanej profesji moje życie regulowane jest przez dwa zegary: lokalny i domowy. Przez cały czas mam świadomość różnicy czasu, głównie po to, aby nie budzić telefonem moich bliskich w środku nocy, gdy mam potrzebę kontaktu z Nimi. Ciągłe pobyty w hotelach, rozjazdach budują specyficzny rytm życia. Już przyzwyczaiłem się do tego, zaakceptowałem to. Czy polubiłem? Gdyby nie miało to związku z lataniem to z pewnością bym to znienawidził. A tak, to toleruję ten stan. Nagrodą jest zawsze kilka, kilkanaście godzin w powietrzu, za sterami samolotu, który bardzo fajnie lata, w otoczeniu koleżanek i kolegów których bardzo lubię i cenię, za poważne i etyczne podejście do naszej profesji, za wspólnie przeżywane emocje.

Siedzę dziś w hotelu, w Toronto. Obserwuję oba zegary. Warszawski mówi mi, że już za mniej niż 4 godziny przyjdzie styczeń 2020 roku. Nie ma czasu na świętowanie bo już za sześć godzin ruszę do samolotu, by dwie godziny przed Sylwestrem w Toronto wystartować do lotu, do domu.

Na Facebook odbieram i odpowiadam na życzenia moich przyjaciół, których część już żyje w styczniu, ponieważ firma wysłała ich na wschód, gdzie już jest 2020 rok.

Jak widać zegar, czas, godzina jest rzeczą umowną i nie najważniejszą.
Co jest dla mnie najważniejsze? To, że gdzie tam daleko, często po drugiej stronie globusa, znajdują się ludzie, którzy w tym szczególnym dniu znajdują w sobie ochotę, aby skreślić kilka słów do mnie.

Podsumowując rok 2019. To był dobry lotniczo rok. Zbudowałem i oblatałem własny samolocik. Na różnych formach aktywności lotniczej spędziłem blisko 900 godzin… Mam wspaniałą rodzinę, dużą grupę oddanych przyjaciół i znajomych.
Mogę tylko za to dziękować losowi i życzyć sobie dalszych, tak udanych lat.

W związku z tym, że nie jestem samolubem wszystkim Wam życzę tego samego w 2020 roku. Dużo miłości, przyjaźni, fantastycznej przygody, zdrowia. Życzę Wam Kochani samych dobrych dni!


Wszystkiego najlepszego!