Na temat lotnictwa, latania i lotników istnieje tyle półprawd i legend, że trudno to zliczyć. Bierze się to stąd, ze ludzie stojący obok lotnictwa, nie rozumiejąc wszystkiego, co stanowi jego istotę budują opinie, które potem czytamy w gazetach, o których słyszymy w TV. Dodatkowo ludzie lotnictwa, mówią hermetycznym językiem, zrozumiałym dla ludzi z branży co nie ułatwia życia osobom stojącym obok. Tak więc szukając prawdy o lotnictwie natrafiamy na wiedzę będącą dorobkiem ludzi od marketingu oraz PR.
Przykład? Proszę bardzo! Nic tak dobrze nie sprzedaje się jak news! Chcąc opisać pracę lotniska czy też pilotów ludzie Ci zadają pytania o sytuacje awaryjne, o usterki silników. Większości nie zajmuje nudna opowieść o mozolnym i systematycznym organizowaniu biznesu lotniczego, a wyczuwalna jest ochota poznania czegoś spektakularnego. Mnie samego, spotkane osoby, które dowiadują się o mojej profesji, bardzo często pytają: ile razy miał Pan jakieś niebezpieczne przygody? I co tu odpowiedzieć? Że latanie jest bezpieczne? Że tych przygód jest bardzo niewiele? Że nasza codzienność lotnicza, to przestrzeganie przepisów, procedur, ciągła nauka i doskonalenie własnych umiejętności, najlepiej poprzez analizę popełnionych błędów?
Aby zilustrować to zjawisko przytoczę jeden z najstarszych mitów o lataniu, mit o Dedalu i Ikarze. Jest to klasyczny przykład na to, że mrówcza praca mająca na celu wykonanie lotu nikogo tak naprawdę nikogo nie interesuje. Bardziej ciekawy i zajmujący jest news, w tym przypadku upadek Ikara. Paradoksalnie, ta pierwsza w historii ofiara wypadku lotniczego stała się symbolem lotnictwa. Na mojej półce stoi kilka statuetek Ikara, które dostałem w uznaniu pewnych zasług w lotnictwie. Wspomniany paradoks powoduje, że symbolem lotnictwa stał się lotnik, który nie znał budowy swojego samolotu, nie przestrzegał zasad lotu i w konsekwencji zginął. Nie powinien zostać symbolem, a jednak nim został! Co więcej symbol ten zaakceptowali lotnicy i pamiętam przyjemność, jaką odczuwałem, gdy wręczano mi statuetkę Ikara… Ale jego upadek był już wtedy newsem i dobrze się sprzedał… Ten, który całą rzecz obmyślił, wynalazł skrzydła i doleciał do celu – Dedal, był zbyt nudny, by dobrze się sprzedać medialnie… Natomiast jego historia może być bardzo zajmująca i troszkę dłuższa, niż biednego Ikara, który tak tragicznie skończył…
A tak przy okazji w micie tym, opisano pierwszy wypadek lotniczy w historii ludzkości. Do tego źle zbadany! Dlaczego? Ze wzrostem wysokości temperatura otaczającego powietrza maleje, około 1 stopnia na każde 100 metrów wysokości. Więc im wyżej tym zimniej, a przecież jak mit ten mówi Ikar zbytnio zbliżył się do słońca i wosk zespalający pióra na jego ramionach się rozpuścił…I spadł…
Od blisko 40 lat jestem pilotem. Zawodowo zajmuję się lotnictwem ponad 30 lat. Ponad 20 lat jestem pilotem liniowym. Przedtem byłem instruktorem w aeroklubie, pilotem sanitarnym – latałem na samolotach i śmigłowcach. O samolotach, o lotnictwie marzyłem od lat dziecięcych. Emocje te były na tyle mocne, ze doskonale rozumiem tych wszystkich, dla których lotnictwo znaczy coś więcej niż środek transportu.
Rozumiem i z wielką sympatią patrzę na ludzi stających za płotem lotniska, na tarasach widokowych i robiących zdjęcia samolotom. Sam też spędziłem wiele godzin tak jak oni. Ale równie dobrze rozumiem ludzi, dla których lotnictwo jest czymś tajemniczym, budzącym obawy, często lęk. Tym większy, że współczesny świat skazuje ich na konieczność podejmowania podróży lotniczych!
Cieszę się, że ostatnio pojawiło się kilka wartościowych książek (jedna z lepszych: Patrick Smith, Pilot ci tego nie powie), opisujących kulisy latania, kilku pilotów zaczęło prowadzić vlogi o lotnictwie, przybliżając tę ciekawą tematykę szerokiej publiczności.
Nie mam takich edukacyjnych ambicji. Na mojej stronie chcę się podzielić z Wami moją pasją. Przekazać troszkę szczegółów dotyczących budowy i latania na moim samolocie. Pokazać, że bezpiecznie można latać na wszystkim, niezależnie od masy, ceny czy wyposażenia.
Samolot na którym latam zawodowo ma masę startową 250 ton. Jest wyposażony we wszystko co tylko technika lotnicza wymyśliła. Mój Minifox ma masę startową 230 kg i jedynym jego przyrządem pokładowym jest prędkościomierz rurkowy Halla.. Latam jednocześnie na najcięższym i najlżejszym samolocie, mającym na skrzydłach polskie znaki SP.
Chcę pokazać trochę magii i czaru lotów w odkrytej kabinie, na urządzeniu latającym tak prostym, jak jest to tylko, w bezpieczny sposób, możliwe. I podkreślić, że wybór tego samolotu nie był przypadkiem. To była bardzo dobrze przemyślana i przeanalizowana decyzja. Z każdym lotem przekonuję się jak dobra!
Zapraszam.