Każdy statek powietrzny dla bezpieczeństwa własnego i innych powinien być wyposażony w radiostację pokładową. Co do tego nie miałem nigdy żadnych wątpliwości. Jednak jaka to ma być radiostacja to nie byłem przekonany. Jedno wiedziałem na pewno. Będzie to radiostacja przenośna. Samolot był prosty, nie chciałem go wyposażać w radiostację zabudowaną, bo z jednej strony zwiększałoby to złożoność konstrukcji (instalacja antenowa), a z drugiej strony zwiększałoby to koszty projektu. Z doświadczenia wiedziałem, że przenośna, ręczna radiostacja doskonale sprawdza się jako radiostacja pokładowa.
Nie miałem własnej radiostacji, na Minifoxie Maurycego wypróbowałem działanie jego radia, krajowej produkcji firmy Navcomm, jednak nie byłem do końca zadowolony z jego pracy, ponieważ radio to sprzęgało się dość często przy naciskaniu przycisku nadawania. Maurycy zastosował układ: radiostacja mobilna, słuchawki oraz przycisk nadawania, zamontowany na drążku sterowym Wszystko to produkcji firmy Navcomm.
Popytałem, sprawdziłem internety i wybór mój padł na najprostszą radiostację YAESU FTA250 L. Podczas pobytu w USA kupiłem ją i po powrocie do kraju, w domu wypróbowałem. Działało OK.
W trakcie oblotu, już nie było tak wesoło. Przed uruchomieniem silnika wszystko było dobrze, po uruchomieniu, na wolnych obrotach odbiór był, nadawanie nie, ale za to po dodaniu mocy w słuchawkach słyszałem jedynie silne zakłócenia, czyli transmisję pracy silnika 🙂
Zacząłem szukać rozwiązania mojego problemu. I tak, w internecie, trafiłem na dyskusje dotyczące mojego przypadku. Okazało się, że radiostacja współpracująca z silnikiem dwusuwowym musi być odpowiednia zabezpieczona przed zakłóceniami generowanymi przez silnik!. Nie wystarcza to, że świece i układ zapłonowy opisane są jako zabezpieczone przed zakłóceniami. Zakłócać może nawet przewód prowadzący do włącznika zapłonu w kabinie.
Pożyczyłem od kolegów inne modele radiostacji, oczywiście ICOM jako standard w kategorii radiostacji przenośnych. Od Teścia dostałem w prezencie najwyższy model firmy YAESU FTA750L, z VORem i GPSem. Zastosowałem antenę zewnętrzną, specjalne siatki ekranujące. Wszystko na nic. Zakłócenia nadal były.
W międzyczasie Maurycy wysłał swój zestaw do serwisu, do Gdańska i odesłano mu naprawione urządzenia, które teraz pracowały prawidłowo.
Postanowiłem sprawdzić u źródła i zadzwoniłem do właściciela firmy Navcomm, aby zasięgnąć języka. Okazało się, że mój problem jest znany i rozpoznany przez niego. Radiostacje z jego firmy dedykowane są przede wszystkim pilotom PPG, którzy w 100% używają silników dwusuwowych. Swoje produkty wyposażył w specjalne filtry, które pozwalają na pracę w takim środowisku. Informacje te przekonały mnie, dodatkowo byłem i jestem wieloletnim użytkownikiem pierwszych słuchawek ANR firmy Navcomm, zatem mam wyrobioną, dobą opinię o ich wyrobach. Kupiłem!
Moja radiostacja NC-55A działa dobrze. https://navcomm.eu/en/air-band/15-handheld-air-band-radio-with-vor-and-bluetooth-5907662381407.html#/wersje_nc_55a-basic/battery_type-battery_cassette_for_6xaaa
Przystosowałem ją do mocowania w kabinie przy pomocy bardzo prostej modyfikacji klipsa do paska. Do współpracy ze słuchawkami zastosowałem firmową przejściówkę.
Krótki update:
Za poradą kolegi kupiłem wzmacniacz sygnału antenowego, włoskiej produkcji LA144 Wideband VHF Amplifier.
Jako antenę zewnętrzną zastosowałem, również włoskiej produkcji, MD 118-137 Aviation.
Na razie wykonałem tylko kilka lotów, moje obserwacje pokazują, że odbiór, chyba dzięki antenie zewnętrznej, znacząco się poprawił.
Co do nadawania to niestety nie udało mi się nawiązać skutecznej łączności z Warszawa Info z nad Bobrownik. Ja ich słyszałem znakomicie, ale oni mnie nie rozumieli Czyli sygnał dochodził jednak nie był w pełni czytelny.
Mam w planach pomiar mocy anteny specjalistycznym miernikiem oraz próbę znalezienia optymalnego miejsca dla jej montażu. Będę informował o dalszych pracach.





