Pierwsze spotkanie z silnikiem Polini

We wrześniu 2017 roku poleciałem na charter na Kubę, do Varadero. Czas był niezwykły, byliśmy pierwszą załogą, która przyleciała na Kubę po bardzo silnym huraganie Irma. Duże zniszczenia były sprawnie sprzątane przez kubańczyków, nasz kurort odniósł stosunkowo niewielkie straty…

Tak czy owak, kilkanaście dni na Karaibach zapowiadały się interesująco.

Codzienny rytuał: plaża, pływanie, jedzonko, wieczorne występy lokalnych artystów. Wyprawa do Hawany, bardzo ciekawa, choć dość depresyjna…

Leżąc pod palmowym parasolem na plaży obserwowałem loty PPG, który woził pasażerów z plaży przy hotelu. Bardzo mnie to zainteresowało. Dwa dni prowadziłem „audyt” i doszedłem do wniosku, że chłopcy dysponują profesjonalnym sprzętem i loty wykonując bezpiecznie. Postanowiłem spróbować. Okazało się, że nie da się inaczej polecieć, jak tylko zostając członkiem Aeroklubu Kuby. Zapisałem się, zapłaciłem za lot – przepraszam, wpisowe do Aeroklubu – i przeszedłem szybki briefing przed lotem. Potem start i fantastyczne widoki! Byłem zachwycony. Prostota tego sprzętu, łatwość z jaką znaleźliśmy się w powietrzu zaczęła działać na moją wyobraźnię. Nie mogłem przestać myśleć o czymś prostym do latania. Start z nóg był wykluczony, moje biedne, operowane już dwukrotnie kolano, wykluczało taki scenariusz. Trajka? Zbyt złożony układ, to już lepiej jakiś lekki samolot… I tak to się zaczęło.

A potem przyszedł rok 2018, odbiór Boeinga 787-9 SP-LSC w Seattle i rozmowy z moim przyjacielem Wojtkiem, który pokazał mi w internecie samolot firmy Eurofly. Co prawda używany i dwumiejscowy, ale aktualna oferta firmy mnie zainteresowała. Skutecznie. Tak znalazłem swojego Minifoxa.